|
|
strona 45
Rosnieft kupił pozostałości Jukosu
Spółka zależna od kontrolowanej przez państwo rosyjskiej kompanii Rosnieft zakupiła w czwartek na aukcji resztę aktywów zbankrutowanego koncernu Jukos za 165,5 mld rubli (6,42 mld dolarów).
Zakup ten dopełnia serię poprzednich nabytków, które sprawiają, że Rosnieft przekształcił się w dominującego gracza na rosyjskim rynku naftowym. Drugim uczestnikiem aukcji była mało znana firma OOO Versar.
Nabywca, spółka zależna Rosnieftu o nazwie Nieft-Aktiv, zakupiła jukosową jednostkę produkcyjną Samaranieftgaz o zdolności produkcyjnej ok. 200 tys. baryłek ropy naftowej dziennie i trzy rafinerie.
W poprzednich akcjach Rosnieft kupił inne jednostki Jukosu. Zakupy, jakich dokonał w ubiegłym tygodniu, pozwoliły mu wyprzedzić najpoważniejszego rywala - firmę Łukoil - i zająć pierwsze miejsce w Rosji pod względem produkcji ropy.
Jukos, niegdyś największy rosyjski producent ropy i uważany za jeden z czołowych koncernów Rosji, zbankrutował, gdy fiskus zarzucił mu ogromne zaległości podatkowe, szacowane są przez syndyka na ponad 23 mld USD.
O defraudacje i oszustwa podatkowe oskarżono kierownictwo koncernu, w tym założyciela i szefa spółki Michaiła Chodorkowskiego. Zostali skazani na kary wieloletniego pozbawienia wolności w kolonii karnej.
dodano 10.05.2007,
żródło: www.money.pl
Wojna z Rosją o pomniki nie jest potrzebna
Nie musimy zrzucać z siebie kolonialnego jarzma i spuścizny dziesięcioleci rusyfikacji. Nie mamy w kraju milionów Rosjan, których identyfikacja z polską państwowością byłaby dyskusyjna. Ten spór jest niepotrzebny - pisze w DZIENNIKU profesor Paweł Machcewicz, historyk z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Trudno, by Polacy nie odczuwali solidarności i sympatii wobec Estończyków, małego narodu ciężko doświadczonego w swojej historii ze strony potężnego rosyjskiego sąsiada. Takie reakcje są tym bardziej uzasadnione, gdy widzimy, jak bojówkarze - popierani przez rosyjskie władze - obrzucają kamieniami ambasadę Estonii w Moskwie, a Kreml zapowiada sięgniecie po swoją ulubioną broń, czyli szantaż energetyczny.
Lech Kaczyński przekazał prezydentowi Estonii wyrazy solidarności. Takie samo stanowisko zajął polski MSZ. Dobrze, ze tak się stało. Takie gesty są potrzebne choćby po to, byśmy kiedyś nie znaleźli się sami w sytuacji konfliktu z Rosją. Czy oznacza to jednak, że powinniśmy rozpoczynać z Rosją naszą własną wojnę o pomniki?
Polska w sporze o monumenty
Do takiego kroku zachęcał Komitet Katyński, gdy w trakcie zamieszek w Tallinie, wywołanych usunięciem Brązowego Żołnierza, wzywał do pozbycia się z polskich ulic i placów "sowieckich monumentów, pomników czerwonego imperium". W oświadczeniu Komitetu Katyńskiego mowa była również o hańbie, jaką jest coroczne wydawanie milionów złotych na utrzymanie "2 tys. sowieckich pomników". Co prawda szef Komitetu Stefan Melak wycofał się wkrótce z podanej liczby, przyznając, że odnosi się ona do początku lat 90., kiedy to w większości polskich miast ciągle stały obeliski "wdzięczności" dla Armii Czerwonej.
Apel Komitetu Katyńskiego zaczął jednak żyć własnym życiem. Kilka dni później minister kultury Kazimierz Ujazdowski zapowiedział rychłe przedstawienie projektu nowej ustawy o miejscach pamięci, która pozwoli na usunięcie pozostałych jeszcze "pomników sowieckiej okupacji i komunistycznej dyktatury". Niezależnie od intencji ministra zostało to odebrane jako polski głos w wojnie o monumenty upamiętniające rosyjskich żołnierzy.
Przypomnijmy kilka faktów. Ogromna większość pomników radzieckich "oswobodzicieli" zniknęła z polskich ulic i placów w latach 90. Jak ocenia szef Rady Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik, zostało ich w Polsce ok. 20-30. Żaden z nich nie jest tak jednoznacznym, rzucającym się w oczy symbolem jak Brązowy Żołnierz stojący w centrum Tallina, przy którym do końca lat 80. odbywały się uroczystości - dla Estończyków będące upokarzającym przypomnieniem utraty niepodległości i sowieckiej okupacji.
Największa różnica dotyczy jednak nie tyle rozmiarów i lokalizacji pomników, ale odmiennych doświadczeń historycznych Polski i Estonii. W ferworze emocji wywołanych zamieszkami w Tallinie i niezwykle brutalną reakcją Moskwy - najwyraźniej się o tym zapomina. Tymczasem II wojna światowa nie była tym samym dla Polaków i Estończyków.
Inne doświadczenia historyczne
Polska miała dwóch wrogów i okupantów. Ich winy i zbrodnie wobec Polaków nie są jednakowe. To niemiecka agresja położyła kres istnieniu II Rzeczypospolitej, chociaż oczywiście przyzwolenie na to dali Rosjanie, sami wzięli udział w rozbiorze i okupacji Polski. Znacznie większa liczba polskich obywateli zginęła jednak z rąk Niemców, których polityka groziła biologicznej egzystencji narodu. Mord na polskich oficerach był jedną z najbardziej odrażających zbrodni II wojny światowej, ale mimo wszystko nie może on przesłonić rozmiarów niemieckich zbrodni.
Gdy w 1944 r. Armia Czerwona wkraczała po raz drugi w granice Rzeczypospolitej, niosła ze sobą zniewolenie i komunistyczną dyktaturę, ale jednocześnie wyzwolenie od ludobójczych działań niemieckich okupantów. Tak odbierała to wówczas większość Polaków. Nie był to wymysł peerelowskiej propagandy, ale rzeczywistość historyczna, którą zaświadczają tysiące ówczesnych świadectw.
Doświadczenie historyczne Estończyków i innych narodów bałtyckich było zupełnie inne. Kres niepodległości Litwy, Łotwy i Estonii położyło wkroczenie Armii Czerwonej w czerwcu 1940 r. Od razu rozpoczęły się bardzo brutalne represje przeciwko politycznym i społecznym elitom, wywózki i największa fala zbrodni (m.in. na więźniach) w trakcie odwrotu Rosjan w czerwcu 1941 r. po wybuchu wojny z Niemcami. Trudno się więc dziwić, że ci ostatni byli witani jak wyzwoliciele, estońscy "leśni bracia" atakowali wycofujących się Rosjan, a tysiące Estończyków wstępowały w szeregi formacji paramilitarnych i policyjnych wspierających Niemców. Ich władza przyniosła rozczarowania, ponieważ nie doprowadzili do odbudowy niepodległego państwa estońskiego, ustanowili system okupacyjny, który eksploatował gospodarkę kraju. Dopuścili jednak do funkcjonowania estońskiego samorządu, tolerowali w miarę swobodne życie kulturalne.
W 1944 r., gdy po raz drugi w granice Estonii wkraczała Armia Czerwona, ogromna większość Estończyków widziała w niej śmiertelne zagrożenie. Tysiące z nich stawiało jej zażarty opór ramię w ramię z Niemcami. Nie było żadnego poczucia ambiwalencji - nie mówiąc o oswobodzeniu - jak w Polsce lat 1944-1945. Potem nastąpiły represje i wywózki Estończyków w głąb ZSRR. Te ostatnie - zwłaszcza deportacje z 1949 r. - uważane są w Estonii (tak samo jak i w pozostałych dwóch krajach bałtyckich, które też były nimi objęte) za największą tragedię w XX-wiecznej historii narodu.
Tradycja oporu antykomunistycznego w Estonii to niemal wyłącznie antysowiecka partyzantka "leśnych braci" walczących jeszcze do połowy lat 50. Estończycy w przeciwieństwie do Polaków nie odnotowali w swojej historii masowych buntów robotniczych i mieli nieporównanie słabszą polityczną oraz obywatelską opozycję. Ich odrodzona państwowość musi więc nieuchronnie odwoływać się przede wszystkim do pamięci zbrojnego, antyrosyjskiego oporu.
Zupełnie inne były też losy Polaków i Estończyków w ciągu kilku dziesięcioleci po zakończeniu II wojny światowej. Dobrze pokazują różnice między okupacją i inkorporacją do ZSRR a statusem państwowości zależnej, podporządkowanej Moskwie, ale jednak odrębnej, jaką był PRL. Po 1956 r. nie było już w niej rusyfikacji kultury, szkolnictwa, życia codziennego. Nigdy też Polacy nie doświadczyli kolonizacji w dosłownym tego słowa znaczeniu, która zagroziła przetrwaniu Estończyków jako odrębnego narodu - przejmowania większości liczących się stanowisk przez przybywających z ZSRR etnicznych Rosjan, osiedlania się ich w najważniejszych w miastach, z Tallinem na czele. Ich odsetek sięgnął 30 proc. mieszkańców kraju.
Dużą ich część stanowili wojskowi i ich rodziny. Biorąc to wszystko pod uwagę, można zrozumieć, że dla Estończyków usuwanie symboli sowieckiej okupacji jest historyczną i polityczną koniecznością. Jest niezbędne dla konsolidowania ich odzyskanej państwowości, dla utwierdzania ich tożsamości jako obywateli niepodległego państwa. Demontaż Brązowego Żołnierza nie jest wynikiem tylko politycznych decyzji rządu, ale wyrazem nastrojów ogromnej większości Estończyków (choć już nie mieszkańców tego kraju, których niemal jedna trzecia to w dalszym ciągu Rosjanie).
Nie musimy nic burzyć
Polacy są w innej, nieporównanie lepszej sytuacji. Nie musimy zrzucać z siebie kolonialnego jarzma i spuścizny dziesięcioleci rusyfikacji. Nie mamy w kraju milionów Rosjan, których identyfikacja z polską państwowością byłaby dyskusyjna. Nie ma też społecznych nastrojów uzasadniających spektakularne działania wymierzone przeciwko nielicznym, pozostałym wciąż pomnikom radzieckich żołnierzy. Takie nastroje wystąpiły tylko raz w polskiej historii w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat.
W październiku 1956 r. w wielu miejscach w trakcie żywiołowych demonstracji usiłowano obalać pomniki Armii Czerwonej, niszczono czerwone flagi i siedziby Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Była to spontaniczna reakcja na lata rusyfikacji i sowietyzacji - na rzeczywistość, którą miliony Polaków postrzegały jako rosyjską okupację. Po październiku 1956 r. sytuacja uległa zmianie. PRL było państwem zależnym, dyktaturą rządzoną z nadania Moskwy, ale nie była krajem okupowanym, zarządzanym przez rosyjskich "doradców" w armii i aparacie bezpieczeństwa, w którym dzieci uczyły się w szkołach z rosyjskich podręczników. Różnica wobec Estońskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej jest oczywista.
Nie musimy więc dzisiaj rozpoczynać z Rosją naszej własnej wojny o pomniki. Tym bardziej że byłby to spór nie tylko z władzami Federacji Rosyjskiej, ale i milionami Rosjan, dla których pamięć o poległych w wojnie z Niemcami jest wciąż świętością, najważniejszym elementem ich patriotycznej tradycji. Nie oznacza to, że nie możemy dyskutować o przyszłości tych nielicznych, pozostałych w Polsce obelisków Armii Czerwonej. Ważne jednak, by decydujący w tych sprawach był głos lokalnych społeczności i by działo się to w spokojniejszym i przez nas wybranym momencie. A nie wtedy, gdy w Tallinie trwają starcia uliczne, a w Moskwie ataki na estońską ambasadę. Jest wreszcie bardzo wiele - poza pomnikami - nie mniej ważnych obszarów, gdzie należy polemizować z rosyjską wizją najnowszej historii. Tak się zresztą dzieje w ciągu ostatnich lat - odnośnie Katynia, obchodów zakończenia II wojny światowej, interpretacji paktu Ribbentrop-Mołotow, Jałty czy - ostatnio - ekspozycji w Muzeum Auschwitz. Nie brakowało i nie zabraknie ważnych tematów dla potwierdzenia - i wobec Rosji, i Unii Europejskiej - naszego własnego stanowiska w tym niezwykle ważnym i przez to tak bardzo drażliwym obszarze historycznej symboliki.
dodano 10.05.2007,
żródło: www.dziennik.pl
Uczczono pamięć poległych żołnierzy
Grupa dyplomatów państw postsowieckich oraz liczne grono weteranów koalicji antyhitlerowskiej w czwartek w Wilnie uczciło pamięć żołnierzy, poległych w walkach z nazistowskimi Niemcami.
Przed memoriałem na Cmentarzu Antokolskim złożono wieńce, a pamięć żołnierzy uczczono chwilą ciszy. W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele ambasad Rosji, Ukrainy, Białorusi i Kazachstanu w Wilnie, zamieszkali na Litwie weterani drugiej wojny światowej. Podczas uroczystości stołeczna policja zastosowała dodatkowe środki bezpieczeństwa. Incydentów nie odnotowano.
dodano 10.05.2007,
żródło: www.kurierwilenski.lt
Putin gratuluje Sarkozy'emu
Prezydent Rosji Władimir Putin pogratulował Nicolasowi Sarkozy'emu w 48 godzin po jego zwycięstwie w wyborach prezydenckich we Francji. Rosyjski prezydent wyraził nadzieję na "wzmocnienie" dwustronnych stosunków - poinformował Kreml.
"Stosunki rosyjsko-francuskie osiągnęły wysoki poziom zaufania i wzajemnego zrozumienia. Mam nadzieję na ich wzmocnienie po Pańskiej elekcji" - podkreślił prezydent w depeszy gratulacyjnej.
"Francja była i pozostaje głównym partnerem Rosji w polityce globalnej i sprawach europejskich. Spodziewam się, że Francja utrzyma swą rolę lokomotywy rozwoju i umacniania partnerstwa strategicznego między Rosją a Unią Europejską" - napisał Putin.
Podkreślił, że jednym z priorytetów dwustronnych kontaktów jest "kontynuacja ścisłych stosunków rosyjsko-francuskich na forum ONZ i Rady Bezpieczeństwa".
Putin wysłał też depeszę do ustępującego prezydenta Jacquesa Chiraca, określając go jako swego "przyjaciela" i podkreślając jego "osobiste wysiłki" na rzecz rozwoju stosunków francusko- rosyjskich.
dodano 09.05.2007,
żródło: www.money.pl
Import mięsa na Białoruś nie wymaga dalszych rozmów
Wznowienie importu przez Białoruś polskiego mięsa będzie uzależnione od osiągniętych uzgodnień w tej sprawie między Moskwą i Warszawą. Poinformował o tym agencję Interfax anonimowy przedstawiciel białoruskiego rządu.
Zakaz importu mięsa dla zakładów mięsnych pracujących w białoruskich Wolnych Strefach Ekonomicznych obowiązuje od 17 marca .
Niektóre zakłady zostały zmuszone wysłać część robotników na przymusowe urlopy. Zagraniczne firmy pracujące w wolnych strefach nie chcą kupować białoruskiego mięsa, bo jest zbyt drogie. Wśród zakładów, które ucierpiały w wyniku wstrzymania importu mięsa, jest znana na wschodnim rynku polska firma Inco Food.
Ograniczenia importu obowiązują, mimo że dwa tygodnie temu prezydent Aleksander Łukaszenka skrytykował wstrzymanie importu polskiego mięsa.
Сertyfikat Gost-R. Certyfikacja w Rosji , Certyfikacja na Ukrainie
Biznes, reklama na Ukrainie , Rejestracja firmy w Rosji, na Ukrainie
dodano 08.05.2007,
żródło: www.gazeta.pl
Litewskie media są wolne
Litewskie media należą do najwolniejszych wśród krajów Europy Wschodniej i postsowieckich, a pod względem kryteriów wolności wyprzedzają nawet „współbraci pióra” ze starych krajów unijnych.
Dowodem tego jest sondaż „Wolność prasy 2007”, przeprowadzony przez niezależną amerykańską organizację pozarządową „Freedom House”, krzewicielkę wolności na świecie. Jak wynika z sondażu, pod względem wolności mediów Litwa wśród krajów Europy Środkowej i Wschodniej oraz byłych republik radzieckich razem z Czechami w tym roku dzieli pozycje drugą i trzecią (ranking obu krajów — 18), po Estonii, której ranking — 16. Sąsiednia Łotwa — w rankingu 19 — zajmuje 4 pozycję.
dodano 08.05.2007,
żródło: www.kurierwilenski.lt
Putin na zawsze
Pomysł dożywotniej prezydentury obecnej głowy państwa podoba się aż 35 proc. Rosjan.
Idea zmiany rosyjskiej konstytucji, która pozwala tylko na dwie prezydenckie kadencje, jeszcze przed rokiem cieszyła się poparciem mniejszości obywateli. Jednak najnowszy sondaż Centrum Lewady potwierdza, że wiernopoddańcze media, poprawa sytuacji gospodarczej Rosji zasilanej petrodolarami oraz słabość opozycji zrobiły swoje - za trzecią kadencją Władimira Putina opowiada się 51 proc. Rosjan, a 35 proc. byłoby gotowe powielić model środkowoazjatycki i poprosić prezydenta, aby rządził aż do śmierci.
Putin wielokrotnie deklarował, że zamierza odejść z Kremla zgodnie z prawem, czyli po nowych wyborach planowanych na marzec 2008 r. Pomimo to wielu polityków nadal prześciga się w zachwytach dla polityki prezydenta i nie ustaje w wezwaniach, by ponownie wystartował w wyborach. Stosowną zmianę w konstytucji oficjalnie poparły już trzy lokalne parlamenty w Rosji.
Na Kremlu "partię trzeciej kadencji" tworzą biurokraci powiązani z lobby wojskowym, milicyjnym i prokuratorskim (tzw. siłowicy), którzy boją się powyborczej wewnątrzkremlowskiej walki o wpływy oraz destabilizacji po odejściu Putina. Jednocześnie mają za nic groźbę kolejnego pogorszenia międzynarodowego wizerunku kraju.
Putin cieszy się obecnie rekordowym zaufaniem Rosjan (ufa mu 66 proc. ankietowanych) oraz poparciem dla swej polityki (80 proc.). Zdaniem socjologów blisko połowa putinistów to wyborcy autentycznie bardzo zadowoleni z obecnego prezydenta, a pozostali to ludzie, którzy nie widzą dla Putina dobrej alternatywy.
Słabość rosyjskich elit władzy, która wyraża się w archaicznym skupieniu wszystkich nadziei Rosjan na Putinie, to zdaniem politologa Dmitrija Trenina objaw dopiero rodzącej się rosyjskiej demokracji.
- Nie mówiłbym tu o wadach "putinowskiej Rosji". To po prostu wady Rosji w zaledwie 15 lat po upadku ZSRR. Tacy jesteśmy. W optymistycznym scenariuszu na rozwiniętą demokrację musimy poczekać jakieś 20 lat - przekonuje Trenin.
Sondaż Centrum Lewady pokazał też, że większość Rosjan nie wierzy w uczciwość grudniowych wyborów do Dumy. Spodziewają się manipulacji, fałszerstw oraz przekupywania wyborców zarówno przez władze, jak i opozycję. Ok. 30 proc. ankietowanych już dziś deklaruje, że nie będzie traktować nowej Dumy jako prawowitego organu władzy.
- Paradoksalnie, niski prestiż parlamentu może jeszcze bardziej umocnić pozycję prezydenta. Słaba Duma, której nie można ufać, to kolejny impuls do powierzania wszystkich spraw Kremlowi - uważają socjolodzy z Centrum Lewady.
dodano 08.05.2007,
żródło: www.gazeta.pl
Wybuch uszkodził gazociąg na Ukrainie
Silna eksplozja uszkodziła odcinek przebiegającego z Rosji przez Ukrainę gazociągu Urengoj-Pomary-Użgorod, którym do Europy Zachodniej dostarczany jest rosyjski gaz. Ukraińskie Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych podało, że dostawy zostały wstrzymane. Jest to jeden z trzech głównych gazociągów biegnących przez Ukrainę.
Ok. 30-metrowy odcinek gazociągu, przez który do Europy Zachodniej płynął rosyjski gaz, został zniszczony przez wybuch o godz. 14.25 czasu miejscowego.
Trwa ustalanie przyczyn eksplozji, która wywołała pożar. Nie ma ofiar w ludziach ani zagrożenia dla okolicznych mieszkańców - poinformował rzecznik ukraińskiego Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ołeksander Trigub. Nie wiadomo, ile potrwa usuwanie szkód.
"Gazprom w pełni wywiązuje się ze swych zobowiązań w kwestii dostaw gazu do europejskich odbiorców przez Ukrainę. Nie nastąpiło żadne ograniczenie dostaw" - głosi komunikat koncernu.
O wstrzymaniu dostaw surowca do Europy informowało początkowo ukraińskie ministerstwo. Przedstawiciel ukraińskiej kompanii "Nieftiegaz Ukrainy" wyjaśnił następnie, że "awaria w żaden sposób nie wpłynie na wielkość dostaw gazu dla odbiorców europejskich, ponieważ automatycznie zostały one przekierowane na inne trasy".
Nie ma żadnych zakłóceń dostaw gazu do Polski - poinformował rzecznik Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG) Tomasz Fill.
Nie ma żadnych zakłóceń dostaw gazu do Polski. Być może wynika to z tego, że główne gazociągi, które biegną przez Ukrainę do Europy Zachodniej, nie prowadzą przez Polskę, tylko przez Słowację - podkreślił Fill. Dodał, że "dostawy gazu są realizowane na bieżąco".
Zdaniem eksperta ds. paliw Andrzeja Szczęśniaka, jeżeli mamy do czynienia ze "zwykłą awarią" - np. rozszczelnieniem gazociągu, to jej skutki można naprawić w ciągu kilku dni. Szczęśniak uważa, że w tej chwili nie istnieje niebezpieczeństwo, iż zabraknie gazu w Polsce i w innych krajach odbierających surowiec z tej rury.
Mieliśmy bardzo ciepłą zimę; również teraz nie ma wielkiego zapotrzebowania na gaz, a magazyny są pełne - powiedział Szczęśniak.
Wybuch, którego przyczyny nie są znane, nastąpił w okolicach Kijowa. Nie ma ofiar w ludziach ani zagrożenia dla okolicznych mieszkańców.
Gazociąg z Urengoju na zachodniej Syberii do Użgorodu przy granicy ze Słowacją to jeden z trzech najważniejszych gazociągów przebiegających przez terytorium Ukrainy.
dodano 07.05.2007,
żródło: www.wp.pl
Polska i Litwa zadowolone z porozumienia na Ukrainie
Prezydenci Polski i Litwy Lech Kaczyński i Valdas Adamkus napisali we wspólnym oświadczeniu, że Polska i Litwa z zadowoleniem przyjmują porozumienie prezydenta i premiera Ukrainy w sprawie przyśpieszonych wyborów parlamentarnych.
W piątek prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko poinformował, że osiągnął porozumienie z premierem Wiktorem Janukowyczem w sprawie przeprowadzenia przedterminowych wyborów parlamentarnych.
Ich data zostanie określona przez grupę roboczą złożoną z przedstawicieli kancelarii prezydenta, koalicji, opozycji i rządu, w specjalnym dekrecie prezydenckim.
Prezydenci Polski i Litwy napisali, że przyjmują "z radością" "zapewnienie obu przywódców, iż wybory odbędą się na zasadach demokratycznych i w sposób transparentny, przejrzysty, co jest niezbędne dla wzmocnienia procesów demokratycznych na Ukrainie".
Zaapelowali też do "wszystkich przywódców i partii politycznych", by przestrzegano "zasad demokracji, poprawności przebiegu i transparentności podczas zbliżającej się kampanii wyborczej".
Zdaniem obu prezydentów "przygotowania do wyborów na Ukrainie nie powinny wstrzymywać reform, które są warunkiem zasadniczym wzmocnienia i pogłębienia relacji między Ukrainą a Unią Europejską".
dodano 07.05.2007,
żródło: www.money.pl
Kaliningrad. Statystyka gospodarcza-2007
Rosja. Obwód Kaliningradzki na dysku CD
Dane statystyczne. Struktura administracyjna.
Polityka gospodarcza w regionie.
Plany inwestycyjne i priorytety.
Katalog firm, informacje teleadresowe
Zamów teraz: Kaliningrad – 2007. Statystyka. Gospodarka
Region Kaliningradzki przeżywa obecnie globalne reformy gospodarcze i socjalne.
Terytorium obwodu Kaliningradzkiego jest niepowtarzalny swoim położeniem geopolitycznym.
Obwód Kaliningradzki jest Specjalną Strefą Ekonomiczną Rosji
Na ulgowych warunkach specjalnie utworzonych dla rezydentów obwodu produkowane są tutaj:
meble, materiały budowlane, komputery, sprzęt AGD i RTV, samochody BMW i Hummer, wiele innych wyrobów i towarów eksportowanych do Rosji i krajów Unii Europejskiej
Od 1 stycznia 2007 na terenie obwodu realizowane są kilka wieloletnich projektów inwestycyjnych Rządu Federacji Rosyjskiej
Region Kaliningradzki na dysku CD
Oferujemy państwu aktualne materiały przydatne w biznesie.
Informacje które pomogą zapoznać się z realiami i warunkami współpracy i integracji, znaleźć nowych partnerów w Europie Wschoniej
Informacje o planach i perspektywach i priorytetach Kaliningradu we współprace przygranicznej z Polską, Litwą, krajami Unii Europejskiej
Kup teraz: Kaliningrad – 2007. Statystyka. Gospodarka
dodano 06.05.2007,
żródło: www.strefa.ru
kolejne: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69
|