|
|
strona 27
Biznesmeni walczą z rządem o wpływ na nową elektrownię
Przyszłość narodowego inwestora, który miałby z ramienia rządu Litwy podjąć się budowy nowej elektrowni jądrowej w Ignalinie, wisi na włosku. Właściciele litewskiego energetycznego giganta „Vakarų skirstomieji tinklai”, należącego do „NDX Energija”, stanowczo się wypowiadają przeciwko podjęciu współpracy nad projektem siłowni z państwową spółką „Lietuvos energija”, znajdującą się, ich zdaniem, pod bezpośrednim wpływem Rosjan.
Ostry protest kierownictwa „NDX Energija” zaskoczył przedstawicieli rządu. Biznesmeni mają swoją wizję tworzenia narodowego inwestora. W projekcie proponowanym przez przedstawicieli prywatnego kapitału „Lietuvos energija” na równi z „Rytų skirstomieji tinklai” oraz „Vakarų skirstomieji tinklai” ma zostać firmą-córką spółki, która zajmie się budową elektrowni. W przypadku, jeżeli ich żądania zostaną przez rząd zignorowane, grożą wyjściem z projektu budowy siłowni.
Ultimatum biznesmenów skierowane premierowi stawia rząd w niezręcznej sytuacji. De facto wyniki działalności ekspertów oraz najwyższych urzędników państwowych są poddane weryfikacji.
Grupie ekspertów przewodniczy Vytas Navickas, minister gospodarki Litwy, za pion doradztwa ponoszą odpowiedzialność przedstawiciele banku „HSBC”. Zdaniem Gediminasa Kirkilasa, premiera Litwy, słowa właścicieli „NDX Energija” są niczym innym, jak brakiem zaufania wobec grupy ekspertów, rządu oraz wszystkich urzędników zaangażowanych w pracę zespołu. Tymczasem urzędnicy Państwowej Kontroli twierdzą, że są pewne przesłanki, które sugerują, że rząd nie jest gotów do przystąpienia do pracy nad tworzeniem narodowego inwestora.
— To, czego chcą biznesmeni, jest prawie niemożliwe, ponieważ wymagam zmian zaaprobowanych przez Sejm ustaw. Nie zamierzamy zmieniać ustawy na każde zawołanie inwestorów — powiedział „Kurierowi Wileńskiemu” Vytas Navickas, minister gospodarki Litwy. Zdaniem ministra, żądania kierownictwa „NDX Energija” wkrótce będą szczegółowo przedyskutowane. Co wcale nie oznacza, że rząd gotów jest ugiąć się przed ultimatum postawionym mu przez prywatnych inwestorów. Prawdopodobnie w następnym tygodniu zapadnie ostateczna decyzja co do podstaw prawnych oraz ram umowy, na mocy której właściciele „NDX Energija” wyrażą zgodę lub zrezygnują z uczestnictwa w projekcie budowy nowej siłowni w Ignalinie.
Spółka „Lietuvos energija” od samego swego zarania należy do rosyjskiego systemu energetycznego.
— Uważamy, że w tym wypadku, gdy „Lietuvos energija” zostanie narodowym inwestorem, stworzy to przesłanki ku temu, aby nowa elektrownia została wciągnięta w prorosyjską strefę wpływów — stwierdził Darius Nedzinskas, prezes zarządu „NDX Energija”. Zdaniem prezesa, właśnie powiązania kapitału rosyjskiego z „Lietuvos energiją” wykluczają nawiązanie współpracy z tą spółką w takiej formie, jak to proponuje rząd. Nedzinskas uważa, że Sejm uzna przedstawione mu argumenty za słuszne i zmieni już zaaprobowane ustawy. Zmieni w taki sposób, aby wizja prywatnego kapitału stała się rzeczywistością. Biznesmenów poparł europarlamentarzysta Vytautas Landsbergis, twierdząc, że należy uważnie zbadać wszelki możliwe powiązania „Lietuvos energiji” ze spółkami rosyjskimi, aby wykluczyć przejęcie przez nieprzyjazne Litwie siły kontroli nad przyszłą elektrownią jądrową w Ignalinie.
dodano 21.11.2007,
żródło: www.kurierwilenski.lt
Rosja na zawsze odcięła od ropy rafinerię w Możejkach
Kupiona przez PKN Orlen rafineria w litewskich Możejkach na zawsze będzie pozbawiona dostaw ropy z rurociągu "Przyjaźń". Rafineria - za którą Polacy zapłacili prawie 2,5 mld dolarów - ropę będzie musiała ściągać tankowcami przez Bałtyk. Rosjanie oświadczyli bowiem, że prowadząca do Możejek rosyjska odnoga ropociągu "Przyjaźń" jest zepsuta, a remontować jej nie ma sensu.
Wprawdzie Rosjanie od dawna nie dostarczają do Możejek ropy rurociągiem "Przyjaźń", ale dotąd PKN Orlen naiwnie wierzył, że powodem przerwy jest przedłużający się remont instalacji. Tak zresztą twierdzili sami Rosjanie. Tymczasem dziś Moskwa zmieniła zdanie. Rosyjski minister do spraw przemysłu i energetyki Wiktor Christienka powiedział dziennikowi "Lietuvos Rytas", że remont jest nieopłacalny.
Choć jest to ewidentna zemsta Kremla za to, że Polska ubiegła Rosję w przejęciu Możejek, Rosjanie utrzymują, że jest inaczej. Wiktor Christienka uznał za bezzasadne zarzuty, że jego kraj blokuje dostawy ropy na Litwę. "Nie należy upatrywać w tym przyczyn politycznych" - dodał Christienka na łamach "Lietuvos Rytas".
Obecnie litewska spółka Orlenu - Mazeikiu Nafta - jest zaopatrywana w surowiec z naftoportu w nadbałtyckiej Butyndze. Problem w tym, że takie dostawy są droższe, a więc mniej opłacalne.
dodano 20.11.2007,
żródło: www.dziennik.pl
Gazprom myśli o Jamał-Europa 2
Wiceprezes Gazpromu Aleksandr Miedwiediew powiedział na konferencji prasowej, że koncern jest gotów powrócić do rozpatrywania projektu budowy drugiej nitki gazociągu Jamał-Europa, jeśli Polska zdoła zapewnić odbiór 12 mld metrów sześciennych błękitnego paliwa.
- Jamał-Europa II zakłada znaczne zwiększenie zapotrzebowania na gaz na polskim rynku. Gdy tylko zgłoszą (Polacy) zapotrzebowanie na 12 mld metrów sześciennych gazu i zrekompensują redukcję naszych dostaw eksportowych przez Jamał-Europę II, będzie można mówić o powrocie do projektu - powiedział Miedwiediew.
Podkreślił, że projekt Gazociągu Północnego nie jest wymierzony przeciwko żadnemu projektowi przesyłu gazu, w tym drugiej nitce gazociągu Jamał-Europa. W listopadzie rosyjski minister przemysłu i energetyki Wiktor Christienko oświadczył, że "nie ma żadnych podstaw, by wracać do projektu Jamał-Europa II" i że "wszystkie problemy z dostawami gazu do Europy może rozwiązać Nord Stream (Gazociąg Północny)".
Magistralę Jamał-Europa oddano do użytku w roku 1999. Liczy 2 tysiące kilometrów i przebiega przez terytorium Rosji, Białorusi, Polski oraz Niemiec. Jest obliczona na tłoczenie 33 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Druga nitka jamalskiej rury miała być ułożona do końca 2001, a potem do 2010 roku, jednak ze względu na zaangażowanie Rosji w budowę Gazociągu Północnego nie zaczęto jej nawet projektować.
dodano 20.11.2007,
żródło: www.interia.pl
Prognozy-2007. Rosjanie o Rosji, o Polsce i Unii
Jegor Gajdar, dyrektor Instytutu Gospodarki Okresu Transformacji, premier Rosji w latach 1991-92
Co z Rosją w roku 2007. Gospodarka będzie się rozwijać, a Europa zrozumie, że Rosji nie da się zastraszyć. Wrogowie Kremla nie pokrzyżują szyków Rosji
Być może jestem niepoprawnym optymistą, ale uważam, że w 2007 roku polepszy się współpraca gospodarcza między Rosją a Unią Europejską. Przemawiają za tym przede wszystkim obiektywne przesłanki: Europa jest i pozostanie dla Rosji najważniejszym partnerem handlowym, a Rosja dla Europy - atrakcyjnym rynkiem oraz ważniejszym dostawcą surowców i energii. Dotychczasowe trudności we współpracy między Rosją a UE wynikały z tego, że kraje europejskie próbowały narzucać nam swoje zasady gry. Pouczanie sąsiadów o tym, jak powinni organizować życie we własnym domu, nie służy jednak budowaniu partnerskich stosunków. Wydaje się, że ostatnio w Europie rośnie świadomość tej błędnej polityki.
Jeśli chodzi o Rosję - największym naszym problemem w stosunkach z Unią Europejską jest to, że jest ona partnerem trudnym do negocjacji. Z jednej strony - dogadywanie się z poszczególnymi państwami za plecami Brukseli bywa często nieskuteczne, gdyż głos decydujący w wielu sprawach należy do Komisji Europejskiej. Z drugiej zaś strony, ograniczanie aktywności tylko do kontaktów z Brukselą byłoby nierozsądne. UE nie stanowi przecież monolitu i są w niej mniej oraz bardziej znaczący gracze. Zrozumienie mechanizmu podejmowania decyzji w UE jest głównym zadaniem dla naszej dyplomacji na najbliższe lata.
W tym sensie doskonałą lekcją dla obu stron było nałożenie przez Polskę weta w sprawie negocjacji nowego porozumienia o współpracy między UE i Rosją. Moim zdaniem polskie weto wkrótce zostanie wycofane. Zarówno Europa, jak i Polska zdają sobie sprawę z tego, że Rosja nie podpisze Karty energetycznej w jej obecnym kształcie. Mówienie zaś o tym, że brak nowego porozumienia stanie się straszliwym ciosem dla Rosji, jest przesadą. Wniosek, który powinny wyciągnąć z tej lekcji Bruksela i Polska, jest dla mnie oczywisty: próby wymuszania na Rosji ustępstw, które są sprzeczne z jej zasadniczymi interesami, nie odnosi żadnego skutku. Uświadomienie tego faktu będzie sprzyjało większej racjonalizacji naszych stosunków.
Ropa to nie wszystko
Przy okazji rozwiejmy pewien mit. Mówi się, że wzrost gospodarczy Rosji spowodowany jest przede wszystkim wysokimi cenami ropy. To nie do końca prawda. Tendencja wzrostowa cechuje w ostatnich latach gospodarki większości krajów WNP - również tych, które są importerami ropy. Wbrew obiegowej opinii, także w Rosji, wcale nie ten sektor jest lokomotywą wzrostu gospodarczego. W segmencie wydobycia ropy tempo wzrostu utrzymuje się na poziomie zaledwie 2 procent, czyli znacznie ustępuje ogólnemu wskaźnikowi. Oznacza to, że inne dziedziny rozwijają się o wiele szybciej. Wysokie wskaźniki notowane są w usługach, produkcji rolnej, handlu detalicznym, w budowie maszyn, przemyśle lekkim, komunikacji oraz innych dziedzinach. Główną przyczyną rozwoju gospodarczego na postradzieckim obszarze są inwestycje. W Rosji ich odsetek nie jest na razie szczególnie wysoki w stosunku do dochodu narodowego, za to tendencja zwiększania rozmiarów inwestycji jest stabilna i dynamiczna.
W roku 2007 w gospodarce rosyjskiej utrzyma się tendencja wzrostowa na poziomie 5 - 7 procent. Sytuacja finansowa oraz kurs rubla pozostaną stabilne, a budżet państwowy zostanie przyjęty bez problemów. Oczywiście ceny ropy pomogą nam umocnić gospodarkę. Nie ma zresztą żadnych powodów do obaw przed ich gwałtownym spadkiem w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Cena baryłki przewyższająca 40 dolarów nie niesie dla Rosji żadnego zagrożenia. Obniżenie notowań do 30 dolarów wymagałoby z kolei podjęcia bolesnych kroków, ale nie doprowadziłoby do katastrofy.
To, że wzrost gospodarki rosyjskiej nie jest bezpośrednio związany z nadwyżką petrodolarów, nie oznacza, że problem zależności od handlu ropą i gazem Rosja ma już za sobą. Największym wyzwaniem dla rządu rosyjskiego w następnym roku pozostanie walka z pokusą wykorzystania pieniędzy z handlu ropą do rozbudowy systemu świadczeń socjalnych oraz do innych celów, które doprowadziłyby do zwiększenia konsumpcji w społeczeństwie rosyjskim. Co może wyniknąć z takich populistycznych decyzji, pokazują kryzysy z lat 80. i 90. ubiegłego stulecia. Na szczęście dotychczas rząd oraz bank centralny wykazywały rozwagę i nie uległy populistycznym hasłom wielu polityków rosyjskich - przy wysokich cenach ropy zachowywały rozsądek i odpowiedzialność. Nadwyżkę pieniędzy wykorzystano na przykład na spłatę znacznej części zagranicznego długu państwowego. Dzięki temu pozbyliśmy się problemu tak zwanego krótkiego długu i znacznie zwiększyliśmy swobodę manewru. Znacznie wzrosły także państwowe rezerwy złota i dewiz. Utworzony został fundusz stabilizacyjny, który ma zmniejszyć negatywne skutki dla gospodarki w przypadku ewentualnego pogorszenia koniunktury na rynku ropy. I nic nie przemawia za tym, żeby w nadchodzącym roku rosyjskie instytucje finansowo-gospodarcze porzuciły tę odpowiedzialną politykę i dały się ponieść populizmowi.
Rozsądek zwycięży
Nadchodzący rok stanie się rokiem zwiększenia znaczenia Rosji na arenie międzynarodowej. Nie oznacza to oczywiście, że nasze możliwości staną się porównywalne lub chociażby zbliżone do tych, jakimi dysponują USA. Waszyngtońska administracja będzie jednak zainteresowana naszym poparciem w rozwiązywaniu wielu problemów.
Jednym z nich pozostanie wciąż nieprzezwyciężony chaos w Iraku. Geograficznie ten kraj leży o wiele bliżej Rosji niż Stanów Zjednoczonych i z tego powodu stabilizacja w tym rejonie leży w naszym interesie. Oczywiście - nie ma mowy o tym, żeby Rosja wsparła międzynarodową koalicję kontyngentem wojskowym. Co do innych form współpracy - administracja Białego Domu będzie mogła liczyć na Kreml.
Podobnie jak dla Amerykanów, także dla Rosji jednym z kluczowych problemów pozostanie kwestia nierozprzestrzeniania broni jądrowej. Uchwalenie w ostatnich dniach przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji w sprawie irańskiego programu nuklearnego jest najlepszym przykładem zbieżności tych interesów.
Polityka zagraniczna nie była w ostatnich latach najmocniejszą stroną Rosji. Jednym z przykładów tego, jak nie należy postępować, stał się kryzys w stosunkach z Gruzją. Do plusów tej historii należy jednak zaliczyć to, że udało się nam zapobiec rozpoczęciu zbrojnej konfrontacji między Tbilisi a separatystyczną Abchazją i Osetią Południową. Niebezpieczeństwo podobnego rozwoju wydarzeń pozostanie niestety aktualne także w roku 2007. Mam nadzieję jednak, że Rosja zrobi wszystko, aby nie dopuścić do realizacji najgorszego scenariusza. To prawda, że są w naszym kraju siły, które domagają się uznania niepodległości separatystycznych republik. Taki krok miałby jednak fatalne następstwa. Wydaje mi się, że rozsądek weźmie górę.
Bardzo trudno snuć prognozy na temat stosunków Rosji z Białorusią. Przyczyna to nieprzewidywalność prezydenta Aleksandra Łukaszenki.
W moim odczuciu nie należy jednak oczekiwać zasadniczych zmian w tym zakresie. Nie wykluczałbym wszakże powstania problemów z tranzytem gazu przez Białoruś w ciągu najbliższych miesięcy. Gdyby do tego doszło, negatywne skutki odczułaby także, niestety, Polska. Zapewniam jednak, że byłoby to wbrew intencjom Rosji, która nie jest zainteresowana stwarzaniem problemów uczciwemu wobec niej partnerowi. Warto, by Polacy zrozumieli, iż projekt budowy gazociągu północnego jest korzystny także dla nich, gdyż stanowi gwarancję niezależności od kaprysów nieprzewidywalnego białoruskiego przywódcy. Gdybym był obywatelem Polski i znałbym Łukaszenkę tak dobrze, jak go znam - obiema rękami głosowałbym za powstaniem alternatywnego szlaku dostaw gazu do Europy. Przecież to tylko zwiększa bezpieczeństwo energetyczne całej UE, a więc także Polski.
Będą prowokacje
Rok 2007 zadecyduje o wyborze taktyki przekazania władzy następcy obecnego prezydenta. Myślę jednak, że będzie ona pokojowa. Mówienie o tym, że seria głośnych zbrodni (m.in. zabójstwa Anny Politkowskiej, Aleksandra Litwinienki oraz zamach na mnie) to element realizowanego przezKreml planu wyborczego, uważam za nieporozumienie. Zdrowy rozsądek podpowiada bowiem, że każdy wstrząs w okresie przedwyborczym niesie zagrożenie przede wszystkim dla obecnej władzy i może być korzystny wyłącznie dla jej wrogów.
Żeby to zrozumieć, wystarczy przypomnieć o tym, iż Putin bardzo konkretnie i jednoznacznie sformułował priorytety współczesnej Rosji. Najważniejszym z nich jest pogłębianie dialogu energetycznego i gospodarczego z Europą. W ramach tego priorytetu Rosja przekonuje kraje europejskie do zawierania długoterminowych kontraktów na dostawy gazu, zabiega o możliwość udziału rosyjskich spółek w jego sprzedaży detalicznej na europejskich rynkach, prowadzi trudne negocjacje o warunkach dopuszczenia zachodnich koncernów do złóż. Proszę się zastanowić: pomagają czy też szkodzą tym poczynaniom głośne zabójstwa i zamachy ostatnich miesięcy? Dla mnie odpowiedź jest oczywista: szkodzą, i to mocno!
Moim zdaniem możemy tu mieć do czynienia z przemyślanym planem dyskredytacji rosyjskiego kierownictwa i plan ten jest realizowany perfekcyjnie. Wystarczyło zostawić ślady polonu w samolotach, londyńskich pubach, na stadionach, w brytyjskiej ambasadzie i w Niemczech, by świat stanął na głowie i zaczął podejrzliwie patrzeć w kierunku Rosji. Nie trzeba było wysadzać elektrowni ani kierować samolotów w wieżowce.
Nie wykluczam, że w następnym roku staniemy się świadkami kolejnych prowokacji. Mam jednak nadzieję, że ludzie odpowiedzialni za kształtowanie wizerunku Rosji, bogatsi o doświadczenia ostatnich miesięcy, potrafią skuteczniej minimalizować negatywne skutki tych prowokacji. Umiejętnością najbardziej od nich oczekiwaną będzie lepsze zrozumienie zasad kształtowania zachodniej opinii publicznej. Przykładem rozumienia danego problemu stał się pobyt grupy śledczych Scotland Yardu w Moskwie. Kiedy w prywatnej rozmowie detektywi poskarżyli się, że nie zadali wszystkich pytań Kowtunowi i Ługowojowi - prokuratura rosyjska niezwłocznie zorganizowała im powtórne przesłuchanie świadków. To jest przykład właściwego zachowania się w takiej sytuacji.
Piłka po polskiej stronie
Zdaję sobie sprawę z tego, iż Polakom z trudem przychodzi uświadomienie sobie tego, że Rosja nie knuje przeciwko nim żadnych planów. W naszych stosunkach nad pragmatyzmem wciąż niestety przeważają kompleksy historyczne. Niebezpieczny jest jednak nie sam fakt ich istnienia, lecz to, że politycy uważają za dopuszczalne wykorzystywanie tych kompleksów do mobilizacji poparcia społecznego dla swoich decyzji.
Myślę, że pod tym względem nie są bez grzechu zarówno rosyjscy, jak i polscy rządzący. Oceniając sytuację z pragmatycznego punktu widzenia, nie dostrzegam jednak żadnych przeszkód, aby w roku 2007 odbyło się wreszcie spotkanie prezydentów Polski i Rosji. Jestem przekonany, że Władimir Putin jest zainteresowany rozwojem przyjaznych stosunków z Warszawą. Piłka w tej chwili znajduje się jednak po polskiej stronie.
Jegor Gajdar, dyrektor Instytutu Gospodarki Okresu Transformacji, premier Rosji w latach 1991 - 1992
dodano 17.11.2007,
żródło: www.7dni.wordpress.com
Wojska rosyjskie wycofały się z Gruzji
Wycofywanie żołnierzy rosyjskich i sprzętu wojskowego zostało zakończone - poinformował wczoraj nad ranem dowódca rosyjskich wojsk lądowych gen. Aleksiej Masłow. Stało się to przed terminem uzgodnionym w układzie rosyjsko-gruzińskim, czyli w 2008 r. Rosyjscy żołnierze zostali jeszcze w siłach pokojowych Wspólnoty Niepodległych Państw w Abchazji oraz mieszanych (wraz z Osetyjczykami i Gruzinami) w Osetii Południowej. W 1992 r. obie te prowincje ogłosiły niezależność od Gruzji, ale Tbilisi tego nie uznaje.
dodano 16.11.2007,
żródło: www.gazeta.pl
Czy w Dumie będą tylko dwie partie?
Rosyjskie partie rozpoczęły we wtorek kampanię wyborczą w mediach. - Blisko połowa Rosjan nie wierzy w uczciwość wyborów, ale mało komu to przeszkadza. Ludzie nie chcą żadnych zmian - mówi Borys Dubin z moskiewskiego Centrum Lewady.
Wybory do rosyjskiej Dumy odbędą się już 2 grudnia, ale ich wynik jest tak przewidywalny, że kampania na razie nie wzbudza w Rosjanach większego zainteresowania. Decyzja prezydenta Władimira Putina o stanięciu na czele listy partii Jedna Rosja wywindowała jej sondażowe notowania do 67 proc. (spośród Rosjan zdecydowanych pójść na wybory) i niewykluczone, że w Dumie zmieszczą się jeszcze tylko opozycyjni komuniści zbierający w sondażach ok. 17 proc. głosów (dane Centrum Lewady).
Zgoda Putina, któremu wiosną kończy się druga kadencja i zgodnie z konstytucją nie może startować w wyborach prezydenckich po raz trzeci z rzędu, na rolę lokomotywy wyborczej Jednej Rosji to ostateczne zaprzeczenie jego twierdzeniom, że chce budowy systemu wielopartyjnego. W decyzji Putina tkwi jednak pewne niebezpieczeństwo, bo traci on możliwość zrzucania wszelkich błędów na nieudolnych ministrów i działaczy partyjnych. A choć ma poparcie 84 proc. Rosjan, to rząd i lokalne władze są oceniane znacznie niżej. - Bierze na siebie niemałe ryzyko - przyznaje prokremlowski politolog Wiaczesław Nikonow.
Tęsknota za stabilizacją i lęk przed jakimikolwiek zmianami to - zdaniem socjologów - jedna z głównych przyczyn wysokiej popularności Jednej Rosji. - Rosjan nie pociągają programy polityczne z obietnicami reform, bo boją się, że zmiany doprowadzą do katastrofy. Uwierzyli, że lepiej cieszyć się z tego, co mają już teraz, zwłaszcza że dochody rosną, a telewizja zapewnia, że tak będzie nadal - mówi Borys Dubin.
Choć Jedna Rosja zwycięża we wszystkich grupach wiekowych, to jej przewaga jest największa wśród osób przeświadczonych, że ich los zależy głównie od władzy - czyli wśród kobiet na prowincji i ludzi starszych. - Byle wojny nie było, to i wyższych emerytur może doczekamy. Przecież władza obiecuje - mówi 73-letnia Anna Piwowarowa z Moskwy.
Szef Centrum Lewady Lew Gudkow mówi o cynizmie rosyjskiego elektoratu, który zdaje sobie sprawę z manipulacji władz oraz dyskryminacji opozycji przez państwowe media, ale nie protestuje. - Owszem, frekwencja w wyborach może wynieść niecałe 50 proc., ale ci, którzy nie będą głosować, to nie jest elektorat protestu. Do urn chce pójść bardzo mało młodych, ale i oni jednocześnie deklarują, że są zadowoleni z Putina - tłumaczy Gudkow.
Podporządkowane Kremlowi telewizje dbają, aby grudniowe wybory nie stały się demokratyczną konkurencją programów. Ideą dominującą jest potrzeba mobilizacji w obliczu wrogów, których Rosjanom nazywa władza. O ile przed kilkoma laty Putin i podległe mu partie straszyły rodaków kaukaskimi terrorystami, a potem perspektywą powrotu "chaosu lat 90." i oligarchami, to obecnie rolę coraz bardziej demonizowanego przeciwnika przypisano Zachodowi, a zwłaszcza Stanom Zjednoczonym.
Dlaczego opozycja nie potrafi się sprzeciwić monopolowi Kremla? - A gdzie mamy się sprzeciwiać? W telewizji niepodzielnie króluje Kreml. Władza nęka sponsorów opozycji, co odbiera nam m.in. pieniądze na kampanię. Rosyjskie wybory to nierówny wyścig dobrze odkarmionych państwowych zawodników z wymęczoną opozycją - wyjaśnia Grigorij Jawliński z demokratycznej partii Jabłoko (sondaże dają jej 2 proc. głosów, czyli grubo poniżej 7-proc. progu). Dlatego część opozycjonistów, m.in. były premier Michaił Kasjanow, bojkotuje wybory do Dumy i wzywa swych zwolenników, aby wrzucali do urn przedarte karty.
Jednak inni, jak Jawliński, nie ustępują. - Czy opozycyjne wystąpienia Andrieja Sacharowa w ZSRR były bez sensu? Wtedy również nikt nie wierzył, że można skutecznie walczyć z władzą - mówił Jawliński podczas niedawnego spotkania z wyborcami.
Komuniści z partii Giennadija Ziuganowa, którzy są jedyną siłą opozycyjną pewną wejścia do Dumy, opierają się na twardym elektoracie tęskniącym za socjalnym bezpieczeństwem ZSRR czczącym Stalina i broniącym Mauzoleum Lenina przed demontażem. Ziuganow próbuje wykorzystać w kampanii niezadowolenie ze wzrostu cen żywności (będące efektem światowych podwyżek), ale Putin i Jedna Rosja w sporze z pogrobowcami ZSRR skutecznie sięga po radzieckie metody. Władze już nakłoniły wielkie sieci handlowe do kilkumiesięcznego zamrożenia części cen i - dzięki dochodom z eksportu ropy i gazu - zapowiadają dodatkowe podwyżki emerytur.
dodano 15.11.2007,
żródło: www.gazeta.pl
Rosyjskie gazety ciepło o desygnowaniu Tuska na premiera
Rosyjski "Kommiersant", komentując desygnowanie Donalda Tuska na premiera, zwraca uwagę, że Tusk za jeden z priorytetów polityki stawia polepszenie stosunków z Rosją. Podobnie pisze też "Rossijskaja Gazeta".
"Kommiersant" podkreśla, że przyszły premier zwraca uwagę na konieczność starań w tym względzie również samej Rosji. "Kommiersant" pisze, że według premiera - elekta zdjęcie przez Moskwę embarga na import polskiego mięsa byłby takim "czytelnym sygnałem" gotowości Rosji do polepszenia stosunków. "Ja nie mogę sobie wyobrazić , aby oba narody nie znalazły wspólnego języka" - cytuje Donalda Tuska dziennik "Kommiersant".
"Rossijskaja Gazeta" również pisze o zapewnieniach Tuska, dotyczących woli ocieplenia stosunków z Rosją. Rządowa gazeta zwraca uwagę na słowa premiera-elekta, w których wyraził on nadzieję na podobną wolę ze strony rosyjskiej.
dodano 15.11.2007,
żródło: www.gazeta.pl
Rafineria wznowi pracę
W zarządzanej przez Polski Koncern Naftowy „Orlen” rafinerii „Mažeikių nafta” największy w jej dziejach remont kapitalny wkrótce zostanie zakończony.
Obecnie trwają końcowe prace remontu, prowadzonego półtora miesiąca. Spółka zamierza wznowić produkcję i już przystąpiła do próby urządzeń przed ich uruchomieniem. „Mažeikių nafta”, przygotowując się do remontu kapitalnego, zgromadziła dostateczne zapasy produktów, aby zaspokoić potrzeby miejscowego rynku.
dodano 08.11.2007,
żródło: www.kurierwilenski.lt
"Europejski" gazociąg Putina?
Od wczoraj Moskwa może przedstawiać projekt gazociągu przez Bałtyk jako "europejski". Holenderska firma Gasunie podpisała umowę o wejściu do tej inwestycji.
Gasunie obejmie 9 proc. udziałów konsorcjum Nord Stream budującym gazociąg z Rosji do Niemiec, który ma ominąć Polskę i kraje nadbałtyckie. W zamian Gazprom będzie miał prawo kupić 9 proc. akcji w gazociągu BBL, który przez Morze Północne łączy Holandię z Wlk. Brytanią - przewiduje umowa podpisana wczoraj w Moskwie przez Gasunie i Gazprom.
Holenderski bank ABN AMRO wraz z francuskim Société Générale i niemieckim Dresdner Kleinwort też będą zarabiać na bałtyckiej inwestycji jako doradcy finansowi Nord Stream.
Umowa nie zostawia żadnych złudzeń, kto rządzi w Nord Stream. Holendrzy podpisali ją z Gazpromem, ale udziały w Nord Stream dostaną od niemieckich wspólników konsorcjum - koncernów E.ON i BASF. Gazprom zachowa w konsorcjum kontrolny pakiet 51 proc. udziałów, a udziały niemieckich firm spadną z 24,5 do 20 proc.
Nie podano żadnych szczegółów finansowych umowy, która na razie ma przede wszystkim znaczenie polityczne. Podpisano ją na Kremlu w obecności rosyjskiego prezydenta Władimira Putina i premiera Holandii Jana Petera Balkenendego.
- Dzięki udziałowi firmy z Holandii będzie to naprawdę wielostronny projekt i poprawią się warunki do jego realizacji - nie krył satysfakcji Putin.
Moskwa ma powody do zadowolenia, bo teraz projekt Nord Stream będzie można przedstawiać jako inwestycję "europejską", a nie tylko rosyjsko-niemiecką. Zdaniem ekspertów cytowanych przez rosyjski dziennik "Kommiersant", podpisując umowę z Holendrami, Gazprom rozwiąże polityczne problemy z budową rury, a przede wszystkim może liczyć na przyspieszenie w uzyskaniu zezwoleń na inwestycję od państw nadbałtyckich.
Na razie są z tym problemy. We wrześniu Estonia nie zgodziła się na badanie swoich wód przez Nord Stream przed ewentualnym ułożeniem rury. Nord Stream rozważa teraz ułożenie rury przez wody Finlandii, ale to właśnie opory fińskich ekologów zmusiły w tym roku konsorcjum do rozważania trasy przez wody Estonii.
Pod koniec października zasadniczej zmiany trasy gazociągu z powodów zagrożeń ekologicznych i odsunięcia rury na wschód Bałtyku zażądała zaś Szwecja. Problem jest poważny, bo bez zezwolenia środowiskowego konsorcjum nie może rozpocząć inwestycji.
Do niedawna konsorcjum bagatelizowało te problemy i wbrew opinii ekspertów twierdziło, że nie będzie żadnych opóźnień. Dopiero wczoraj w Moskwie dyrektor generalny Nord Stream Mattias Warnig po raz pierwszy oficjalnie przyznał, że budowa gazociągu się opóźni. Rozpoczęcie budowy przełożono na razie o pół roku, na lipiec 2009 r. Konsorcjum ma jednak nadzieję, że ten stracony czas da się częściowo nadrobić i uruchomienie gazociągu opóźni się tylko o dwa miesiące, do końca listopada 2010 r.
Tymczasem politycy PO, którzy tworzą nowy rząd, mają nadzieję jakieś zmiany w projekcie bałtyckiej rury. - Mam nadzieję, a odbieram pewne sygnały ze strony naszych partnerów w basenie Morza Bałtyckiego, że w najbliższym czasie nieprzymuszani przez nikogo gospodarze tego projektu będą skłonni do bardzo głębokiej korekty projektu - powiedział wczoraj Donald Tusk, szef PO i kandydat na premiera. Tusk nie chciał mówić o szczegółach i nie wiadomo, czy wskazywana przez niego "głęboka korekta" nie jest wymuszoną przez Szwecję zmianą trasy rury, którą Nord Stream przedstawi w grudniu.
Kandydat na szefa MSZ Radek Sikorski nie chciał się wczoraj wypowiadać o stanowisku nowego rządu w sprawie Nord Stream. Przed wyborami poseł Andrzej Czerwiński, odpowiedzialny w PO za bezpieczeństwo energetyczne, zapowiadał jednak, że w razie zwycięstwa wyborczego Platforma może negocjować udział Polski w Nord Stream.
dodano 07.11.2007,
żródło: www.gazeta.pl
Nie będzie rosyjskiej kontroli zakładów mięsnych
Polska nie zmieniła swojego stanowiska w sprawie eksportu produktów spożywczych do Rosji i nadal nie ma zamiaru wpuścić podległych Moskwie inspektorów sanitarnych.
Jak powiedział Robert Szaniawski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Rosja powinna bezwarunkowo znieść embargo na wszystkie polskie produkty.
Rzecznik MSZ skomentował w ten sposób słowa Siergieja Jastrzembskiego, doradcy prezydenta Rosji. Jastrzembski oświadczył podczas dzisiejszego szczytu Unii Europejskiej i Rosji w Portugalii, że Warszawa zgodziła się na wpuszczenie rosyjskich inspektorów do polskich zakładów mięsnych.
Szaniawski dodał, że nie widzi potrzeby ponawiania inspekcji, bo jak zaznaczył, do takich już doszło wcześniej, a zastrzeżenia strony rosyjskiej zostały zakwestionowane przez Unię Europejską. Podkreślił, że negocjacje w sprawie zniesienia embarga prowadzi z Rosją Komisja Europejska.
dodano 06.11.2007,
żródło: www.money.pl
kolejne: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69
|